wtorek, 29 lipca 2014

Co czuje ??

To nie jest tak, że przez ten wyjazd moje problemy zniknęły... że nie boli mnie to co mnie bolało czy też, że już nie ciąży mi to co kiedyś było potwornym ciężarem... Po prostu zaczęłam patrzeć na moje życie przez pryzmat innych ludzi... ludzi których nikt nie chce a oni sami dla siebie są niewystarczalni... Okropnie brzmi "nikt ich nie chce" ale w sumie taka jest najbardziej prosta prawda powiedziana prostym rzeczowym językiem...
Wracając do tematu... Dalej są rzeczy które mnie dotykają ale zostały przeniesione na półkę w moim umyśle która jest mniej ważna... gdzieś tam na drugi plan.
Teraz ktoś mnie potrzebuje... I to tak szczerze, naprawdę... Oni nie udają gdy po długim czasie oczekiwania uśmiechają się w sposób dzięki któremu mięknie mi serce i oczy zachodzą łzami wzruszenia. Teraz wiem, że dzięki mnie ludzie mają na co czekać i po co przeżywać kolejny (już tysięczny) tydzień sami w obskurnym, śmierdzącym pokoju w domu opieki gdzie zostawiają całą rentę na marną opiekę i pielęgniarki, które wieki temu zapomniały jak się uśmiechać do ludzi.
Nie mogę spędzać tam tyle czasu ile bym chciała... znalazłam pracę i wiele zaplanowanych spotkań z Agnieszką i Joachimem musiałam odwołać. Na tym etapie przemyśleń jest mi trochę smutno, że tak niewielu z NAS (sprawnych, szczęśliwych, zdrowych) ludzi może być dla kogoś źródłem szczęścia. Lecz największą tajemnicą w tym wszystkim jest to, że to ja zostałam w pewien sposób uleczona. Za mój uśmiech, czas i samą osobę dostałam świadomość własnego szczęścia i tego, że jestem wartościowym, ważnym człowiekiem. Nie wiem czy ja nie dostaje dużo więcej od ludzi którym sama się staram pomóc...
To jest piękne... już teraz rozumiem co znaczy, że dzielenie miłości ją mnoży :)

2 komentarze:

  1. Nasze problemy wydają nam się spore dopóki nie pozna się kogoś kto dostał od losu jeszcze większego kopniaka. Często ludzi niesprawnych na ciele czy umyśle wolimy ominąć, myśląc, że sami mamy wiele zmartwień i po co sobie głowę zajmować jeszcze innymi podczas, gdy tak niewiele potrzeba aby dać komuś radość. Drobny gest czy słowo - niby niewiele ale to tak wiele znaczy, z korzyścią dla obu stron, ktoś czuje, że nie jest zapomniany, że ktoś troszczy się o niego, a osoba ofiarująca swój czas czy pomoc ma świadomość, że komuś pomogła i komuś jest choć trochę lżej.
    Piękna jest ta Twoja notka, czytając ją aż czuć Twoją radość z ofiarowania pomocnej dłoni, oby więcej ludzi szło twoim przykładem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obcowanie z takimi ludźmi może bardzo wiele nas nauczyć. Ja w pracy mam pod swoją opieką osoby niepełnosprawne intelektualnie, żyjące w skrajnej nędzy, uzależnione. Dzięki nim doceniłam wiele. Tyle, że ciągle zadręczam się, że nie mogę zmienić ich sytuacji na tyle na ile powinna się zmienić. w pewnych sytuacjach jestem cholernie bezradna.

    OdpowiedzUsuń