wtorek, 24 grudnia 2013
?
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Ogarnąć aparat :)
Dostałam aparat ... Nie mam jeszcze za dużej wiedzy na jego temat (wielka szkoda) ale staram się go rozpracować ... O to próbka tego czego udało mi się do tej pory dokonać :D
Moja ukochana siostra i przyjaciółka Asia:
Mój tatuś:
moja najmłodsza siostra Marysia:
I mój chłopak Kamil :
Mój chłopak to biedny człowiek ... zmaga sie z moimi humorami równie często jak z nowymi pasjami (wyjątkowo bardzo słomiany zapał). Podziwiam go za to ze mimo iż potrafię cierpieć i płakać cały dzień on jest tylko po to żeby zobaczyć mój uśmiech zaraz po łzach. I znosi to ze CAŁY czas robię mu kolejne (raczej mało udane) zdjęcia <3
poniedziałek, 16 grudnia 2013
chaos !!! :D
Zrobiłam sobie gorącą herbatę: miód, cytryna... to coś co kocham <3 Za oknem co prawda nie ma śniegu który tak bardzo pasuje do herbatki (albo na odwrót ) Ale to chyba nic nie szkodzi gdyż raczej nie lubię zimy za bardzo ... Może się zestarzałam... Kto wie ?? Dzisiejszy dzień to totalna katastrofa :/ Bo nie wiem jak to inaczej nazwać... Kłótnia z rodzicami... potem z siostrą... a na koniec mój chłopiec miał stłuczkę z moim byłym szefem ... <SUPER>
Tak czy inaczej to był naprawdę ciężki dzień...
Tak czy inaczej to był naprawdę ciężki dzień...
Na dodatek herbata mi wystygła !!!
Taaaaaa...
I tak bywa.
Czuliście kiedyś że nie należycie NIGDZIE ?? Po prostu nigdzie ??
-W rodzinie ostatnio ciężko sie układa, chyba wszystkim coś leży na wątrobie ale nikt się na razie nie odzywa (taka cisza przed burzą).
-W rodzinie ostatnio ciężko sie układa, chyba wszystkim coś leży na wątrobie ale nikt się na razie nie odzywa (taka cisza przed burzą).
-W szkole jeszcze gorzej... Wiem że nei chcąc się z nikim kolegować czy nawiązywać jakich kolwiek znajomości bedzie to działać w dwie strony ale i tak trochę przykro gdy pytając o cokolwiek ludzie udają że Cię nie ma... (A może jestem niewidzialna :D ) <chyba jednak nie...>
Nigdzie nie czułam się jak u siebie... Nigdy nie byłam częścią CZEGOŚ... A szkoda...
Nigdzie nie czułam się jak u siebie... Nigdy nie byłam częścią CZEGOŚ... A szkoda...
Kiedyś byłam po prostu z Jankiem i świat się dla nas nie liczył !! Mając tysiące problemów (bo one zawsze są) Szłam do niego i potrafiłam nie myśleć... Śmialiśmy się, wygłupialiśmy... byliśmy sobą ... OBOJE! I to było prawdziwe szczęście którego niestety chyba oboje nie doceniliśmy... Trudno... Posypało się. Dzisiaj mija dokładnie 7 miesięcy... I choć Janek nigdy mnie nei czytał to mimo wszystko chciałabym go bardzo serdecznie pozdrowić < Zawsze w moim sercu >
Trochę tu dzisiaj chaotycznie... I tak bywa :)
A jeśli może czyta to mój serdeczny kolega/znajomy/dawna miłość/przyjaciel/czy jak sobie to tam nazwiemy "S" to oficjalnie stwierdzam że walczenie o cokolwiek mu/Ci nie wychodzi i jakakolwiek jego/Twoja deklaracja składana w moja stronę od tej chwili będzie przeze mnie usłyszana zostanie wyśmiana :)
BO TY SIĘ NIGDY NIE ZMIENISZ !
Pozdrawiam serdecznie :)
Trochę tu dzisiaj chaotycznie... I tak bywa :)
A jeśli może czyta to mój serdeczny kolega/znajomy/dawna miłość/przyjaciel/czy jak sobie to tam nazwiemy "S" to oficjalnie stwierdzam że walczenie o cokolwiek mu/Ci nie wychodzi i jakakolwiek jego/Twoja deklaracja składana w moja stronę od tej chwili będzie przeze mnie usłyszana zostanie wyśmiana :)
BO TY SIĘ NIGDY NIE ZMIENISZ !
Pozdrawiam serdecznie :)
czwartek, 12 grudnia 2013
...
Dlaczego ta cała sytuacja go nie dotknęła? Dlaczego ja po tym wszystkim nie umiem się pozbierać? Po niecałych 7 miesiącach budzę się za łzami w oczach tak pusta jak nigdy... a z dnia na dzień jest coraz gorzej choć ktoś kiedyś powiedział ze czas leczy rany... słyszałam tez że przyzwyczaja do bólu ale w moim przypadku żadna z tych mądrości nie jest z żaden sposób adekwatna z prawdą. Często mam sny... Śnie o nim i są to sny które tak dobitnie mi pokazują czego już nie mam ... co straciłam. Dzisiaj miałam taki sen... siedział kolo mnie i próbował komuś wytłumaczyć że najważniejsza dla niego była przyjaźń... I zapytał się mnie czy może powiedzieć że to była przyjaźń. Mimo wszystko poczułam jakby odezwał się do mnie pierwszy raz od 7 miesięcy choć był to tylko sen... Rano obudziłam się szlochając jak małe dziecko. Każdy kolejny dzień (każde wyjście do szkoły jest dla mnie rozdrapywaniem ran... Dlaczego mimo ze mnie zostawił to muszę go codziennie oglądać ? Może to głupie ale mając parzystą liczbę w klasie tyko die osoby siedzą same... Ja i ON ... po przeciwnych stronach klasy... Ale z drugiej strony jak sobie pomyślę że nie będę go już wiećej widywać a on wyjedzie za granice i już więcej się nie odezwie bo aż nie mogę oddychać. Brak mi tchu, powietrza, tlenu... PRZYJACIELA !!!!! JANKA !
niedziela, 1 grudnia 2013
Tyle rzeczy we mnie znikło...
Tyle się zmieniło...
Tak bardzo chciałam być...
Trzymałam się tchu na siłę...
Teraz nie ma nic...
Coś już tu zgniło.
Ktoś w ogóle wie po co sam żyje?
Jestem pustką.
Marne słowa w głowie krążą niewypowiedziane...
Tak bardzo chcę... tak bardzo pragnę...
Tyle trzeba zmienić, tak brakuje sił...
Śmierć.
Ktoś umiera.
Jestem ja, byłeś ty.
Tyle się zmieniło...
Tak bardzo chciałam być...
Trzymałam się tchu na siłę...
Teraz nie ma nic...
Coś już tu zgniło.
Ktoś w ogóle wie po co sam żyje?
Jestem pustką.
Marne słowa w głowie krążą niewypowiedziane...
Tak bardzo chcę... tak bardzo pragnę...
Tyle trzeba zmienić, tak brakuje sił...
Śmierć.
Ktoś umiera.
Jestem ja, byłeś ty.
niedziela, 17 listopada 2013
...
Pół roku... całe pół roku z pustą duszą na ręku, ze łzami w oczach, z sercem pełnym szalonych i pięknych wspomnień, z fałszywym uśmiechem na ustach. Z tęsknotą której tak trudno się pozbyć... z zaufaniem do kogoś kto tak bardzo nie zranił i zawiódł. Z brakiem nadziei. Z niewytłumaczalnym wybrakowaniem. Pół roku sama ze sobą... Z jednej strony marzę żeby zapomnieć i żyć dalej... z drugiej boje se stracić choć najmniejszy jego uśmiech, najdrobniejsze zmiany na jego twarzy ze wspomnień bo w tej chwili to jedyne co mi pozostało. Zawsze będzie moim przyjacielem tylko szkoda ze ta przyjaźń działa w jedna stronę i jest tak cholernie trudna.
wtorek, 15 października 2013
Przegrana...
Zaufałam ... Może jeszcze się nie zakochałam ale byłam pewna ze to jest facet którego chce pokochać... byłam tego pewna ... I tu nauczka na przyszłość... jeśli zaufasz to jesteś przegrany... nie ważne komu i o co chodzi... ważne jest to ze jeśli zaufasz to przegrasz... ja przegrałam i (jasne że to przeżyje tak jak wszystko)
Ale ciężko mi jest bardzo. Myślałam że pokocham... ze z czasem będzie łatwiej... wcale nie było... Lepiej wykorzystywać ludzi niż zostać wykorzystanym... Taka prawda...
Ale ciężko mi jest bardzo. Myślałam że pokocham... ze z czasem będzie łatwiej... wcale nie było... Lepiej wykorzystywać ludzi niż zostać wykorzystanym... Taka prawda...
poniedziałek, 7 października 2013
''Chce należeć do niego, chce w wiecznym związku znaleźć całe to szczęście, którego jej brak, rozkoszować się połączeniem wszystkich radości, do których tęskniła. Powtarzane obietnice, które jej nadziei dają porękę pewności, śmiałe pieszczoty, które wzmagają jej pożądanie, ogarniają całą jej duszę; unosi się w mglistej świadomości, w przeczuciu wszystkich uciech; dochodzi do stanu najwyższego napięcia, wyciąga wreszcie ramiona, by objąć wszystkie swe życzenia... a jej kochanek opuszcza ją. Odrętwiała, bez zmysłów stoi nad przepaścią i wszystko jest mrokiem wokoło niej, bez widoków, bez zrozumienia, bez nadziei, bo opuścił ją ten, w którym jedynie czuła swe istnienie. Nie widzi ona szerokiego świata, który leży przed nią, tych wielu którzy mogą nagrodzić jej stratę; czuje się samotna, opuszczona przez cały świat, i ślepa, wtłoczona w matnię przez przerażającą rozpacz swego serca, rzuca się do wody, by we wszystko obejmującej śmierci zdławić swe męczarnie.''
poniedziałek, 23 września 2013
Taki punkt
''Jest w sercu miejsce które nigdy sie nie zapełni, taki punkt , coraz bardziej to rozumiemy . Jest w sercu miejsce które nigdy się nie zapełni a my będziemy w tym miejscu czekać i czekać.''
czwartek, 19 września 2013
Psychopata...
Psychopata!!
Kto by się spodziewał ze facet z którym byłam tak szczęśliwa i z którym rozstałam się w zgodzie (byłam mu wdzięczna za to ze zmienił moje postrzeganie świata) okaże się bezdusznym psychopatą ... Nie wiem co robić ... udawać że nic nie widzę ... nic nie dostaję ... Ale skoro facet szantażuje mnie i pisze do moich bliskich paskudne rzeczy... Ja się naprawdę boję i nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić , gdzie to zgłosić skoro w to wszystko i tak już jest zamieszana policja ? I raczej nie jest po mojej stronie. Czuję się jakbym grała w jakiejś starej czarnej komedii...
Kto by się spodziewał ze facet z którym byłam tak szczęśliwa i z którym rozstałam się w zgodzie (byłam mu wdzięczna za to ze zmienił moje postrzeganie świata) okaże się bezdusznym psychopatą ... Nie wiem co robić ... udawać że nic nie widzę ... nic nie dostaję ... Ale skoro facet szantażuje mnie i pisze do moich bliskich paskudne rzeczy... Ja się naprawdę boję i nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić , gdzie to zgłosić skoro w to wszystko i tak już jest zamieszana policja ? I raczej nie jest po mojej stronie. Czuję się jakbym grała w jakiejś starej czarnej komedii...
środa, 11 września 2013
Matura !!!!!!!
Witam...
Wybrałam sobie temat maturalny z języka polskiego i tak sie zastanawiam co o nim sądzicie ... Może macie jakieś ciekawe książki na koncie które mogłabym wykorzystać...
Byłabym wdzięczna :
Wybrałam sobie temat maturalny z języka polskiego i tak sie zastanawiam co o nim sądzicie ... Może macie jakieś ciekawe książki na koncie które mogłabym wykorzystać...
Byłabym wdzięczna :
Twórcza i destrukcyjna siła miłości. Przedstaw problem, przywołując wybrane utwory
literackie, reprezentujące przynajmniej dwie epoki literackie
środa, 4 września 2013
ah ah ah ....
Nie żałuję żadnej z chwil którą przeżyliśmy razem... Za dużo przeszkód ale przez jakiś czas się uśmiechałam. On pokazał mi że jestem piękna i wspaniała. Że mogę być sama dla siebie i się siebie nie bać. Że nie muszę się ukrywać za różnymi maskami bo świat chce mnie takiej jaką jestem. Gdy do tego doszłam już NAS nie było ale jestem mu za to wdzięczna. Ten (krótki) okres czasu otworzył mi oczy. Przecież ja JESTEM !
Spotkało mnie dzisiaj duże poniżenie ze strony osoby z którą przyszło mi się zmagać jeszcze cały rok. Nie wiem jak przeżyć żałobę po utracie przyjaciela ? Nie wiem jak zrobić żeby nie bolało i ile jeszcze będzie boleć? Ale po szkole chcę sie uśmiechać. Chcę życ pełnią zycia bez względu na to ile jeszcze bedę cierpieć. Jestem wartościową osobą i zasłużyłam sobie na to żeby żyć jak każdy inny!
Spotkało mnie dzisiaj duże poniżenie ze strony osoby z którą przyszło mi się zmagać jeszcze cały rok. Nie wiem jak przeżyć żałobę po utracie przyjaciela ? Nie wiem jak zrobić żeby nie bolało i ile jeszcze będzie boleć? Ale po szkole chcę sie uśmiechać. Chcę życ pełnią zycia bez względu na to ile jeszcze bedę cierpieć. Jestem wartościową osobą i zasłużyłam sobie na to żeby żyć jak każdy inny!
niedziela, 4 sierpnia 2013
happy :)
Nie sądziłam ze jest to możliwe ... Że zacznę się uśmiechać ... Że znajdę kogoś kto sprawi ze poczuję się wartościowa, piękną kobieta, bo niby na jakiej podstawie ? Aż tu nagle jeden dzień... Przyszedł ON i przewrócił cały mój świat do góry nogami. Wszyscy wiedzą, ze nie zapomnę o tym co przeżyłam i że nie przestanę czuć paraliżującej pustki po utracie przyjaciela (a był to ktoś dużo więcej niż tylko przyjaciel) Ale ten jeden mężczyzna zmienił wszystko. Nie każe mi zapomnieć... zostawić za mną cały mój balast doświadczeń i miłości. Po prostu walczy o swoją miłość i o moje szczęście. Nigdy nie przeżyłam czegoś takiego i nawet jeśli miało by to trwać miesiąc czy dwa to ten człowiek wniósł w to moje życie bardzo wiele radości i pewności siebie, nauczył mnie jej... pokazał mi że jestem piękna i ważna. I choć może to brzmi śmiesznie nauczył mnie mnie samej... Nie jest to jednak tak kolorowe bo każdego dnia muszę walczyć o NAS ze wszystkimi dookoła. Z całym światem. Z mamą i tatą... siostrami i rodziną ale na dzień dzisiejszy jest warto.
Nie pamiętam kiedy ostatnio po prostu wstałam rano i wiedziałam że to będzie dobry dzień. Że mam po co wstać i dla kogo się uśmiechać. Jestem mu za to bardzo wdzięczna :)
I szczęśliwa.
I szczęśliwa.
niedziela, 14 lipca 2013
Nie wiem...
Kiedy nadejdzie czas gdy będę w stanie postawić kropkę? Kiedy będę w stanie odciąć przeszłość grubą kreską? Bo jeśli żyje się wczorajszym dniem to nie żyje się wcale. Jak przekreślić każdy uśmiech? Każdy pocałunek? Każde KOCHAM? Niby go nie ma a jest wszędzie gdzie spojrzę... wszędzie gdzie sie pojawię widzę jego oczy... W radio leci za dużo jego ulubionych kawałków a po domu wala się ze dużo rzeczy od niego. Ile musi minąć czasu zanim stanę na własnych nogach we własnym życiu i będę silniejsza ? Ile dni jeszcze minie zanim zacznę doceniać to co było dobre w tym wszystkim a zapomnę ostatnie dni naszej znajomości ? Kiedy zacznę dziękować za każdy mój uśmiech spowodowany jego osobą bez nienawidzenia faktu że go juz nie ma, że okazał sie kimś innym ? Czy kiedyś pokocham te wspomnienia? Kiedy ta dziura w sercu przestanie tak bardzo boleć? Kiedy przestanie płonąć moja klatka piersiowa? Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego że można codziennie miec wilgotne oczy... że można wyjść z domu i rzez 2 godziny zalewać się płaczem krzycząc w przestrzeń... Jak można tak cierpieć? Kim on musiał dla mnie być...
Codziennie wieczorem pozwalam sobie myśleć że gdy rano się obudzę to On znowu będzie... Będzie obecny w NASZYM życiu... I codziennie rano od dwóch miesięcy jestem zawiedziona faktem ze się obudziłam... Bo go nadal nie ma... Żałosne co ? To wszystko jest tak żałosne. A najgorsze jest to ze na pytanie dlaczego on to zrobił... dlaczego mnie zostawi mogę odpowiedzieć tylko : NIE WIEM... bo wciąż nie wiem...
Codziennie wieczorem pozwalam sobie myśleć że gdy rano się obudzę to On znowu będzie... Będzie obecny w NASZYM życiu... I codziennie rano od dwóch miesięcy jestem zawiedziona faktem ze się obudziłam... Bo go nadal nie ma... Żałosne co ? To wszystko jest tak żałosne. A najgorsze jest to ze na pytanie dlaczego on to zrobił... dlaczego mnie zostawi mogę odpowiedzieć tylko : NIE WIEM... bo wciąż nie wiem...
piątek, 5 lipca 2013
...
Przestałam pisać w zaszycie... na papierze (choć kiedyś była to dla mnie świętość). Przestałam bo chyba bałam się ze jeśli już straciłam jakąś systematyczność to nie będę w stanie odtworzyć każdej przeżytej emocji... Wzięłam ostatnio mój zeszyt do ręki... Przeglądałam strony ale nie chciałam czytać... Za wcześnie na roztrząsania "początku końca'' lecz nim się obejrzałam już byłam w połowie moich zapisków. Tak długo oddalaliśmy się od siebie... 10 dni przed rozstaniem był mój ostatni wpis... Napisałam że się przy nim dusze. Że nie jestem pewna czy JA go nadal potrzebuje ale wiem ze on już nie potrzebuje mnie. I tak bardzo myliłam się w obu tych kwestiach. Szkoda ze wiem to teraz a nie wtedy kiedy powinnam się ocknąć. Dzisiaj usłyszałam jego imię i aż mi serce podskoczyło do gardła. Nie spodziewałam się takiej reakcji po samej sobie. Jasne... nie sądziłam że poszłam w jakikolwiek sposób do przodu ale nie miałam pojęcia że tak zareaguję.
Czytając to moje życie zapisane na marnych kilku kartkach... Całkiem chaotycznie... bez ładu i składu Dochodzę do wniosku ze z każdym przeczytanym słowem (patrząc przez perspektywę czasu i żalu) Jestem coraz bardziej winna. To ja odsunęłam go od siebie. Stwierdziłam, że skoro on nie chce poznać moich znajomych i spotykać się z nami to będę to robić sama. Zaczęłam robić ZA DUŻO rzeczy sama. Zaczęliśmy być bardziej osobno niż razem. Czy ja kiedyś przestanę analizować ostatnie 5 miesięcy i ruszę na przód?
Boje się ze wszystko było kłamstwem. Bo z logicznego punktu widzenia... Kiedyś gdy każde z nas było zajęte i spotykaliśmy się przez 2 tygodnie tylko w szkole (nigdzie nie wychodziliśmy, nie siedzieliśmy razem... nie milczeliśmy...) Mówił że się stęsknił ze mną... A teraz? Za 11 dni minął 2 miesiące totalnej samotności a on nie napisał słowa... Nie tęskni... czyli wszystko było tylko kłamstwem... Tylko albo aż...
Chciałabym zawalczyć... napisać żebyśmy sie spotkali (choć dobrze wiem ze by nie odpisał) A do tego czułabym sie tak żałośnie. Chciałabym walczyć ale chyba nie ma o co ...
Czytając to moje życie zapisane na marnych kilku kartkach... Całkiem chaotycznie... bez ładu i składu Dochodzę do wniosku ze z każdym przeczytanym słowem (patrząc przez perspektywę czasu i żalu) Jestem coraz bardziej winna. To ja odsunęłam go od siebie. Stwierdziłam, że skoro on nie chce poznać moich znajomych i spotykać się z nami to będę to robić sama. Zaczęłam robić ZA DUŻO rzeczy sama. Zaczęliśmy być bardziej osobno niż razem. Czy ja kiedyś przestanę analizować ostatnie 5 miesięcy i ruszę na przód?
Boje się ze wszystko było kłamstwem. Bo z logicznego punktu widzenia... Kiedyś gdy każde z nas było zajęte i spotykaliśmy się przez 2 tygodnie tylko w szkole (nigdzie nie wychodziliśmy, nie siedzieliśmy razem... nie milczeliśmy...) Mówił że się stęsknił ze mną... A teraz? Za 11 dni minął 2 miesiące totalnej samotności a on nie napisał słowa... Nie tęskni... czyli wszystko było tylko kłamstwem... Tylko albo aż...
Chciałabym zawalczyć... napisać żebyśmy sie spotkali (choć dobrze wiem ze by nie odpisał) A do tego czułabym sie tak żałośnie. Chciałabym walczyć ale chyba nie ma o co ...
wtorek, 25 czerwca 2013
Żałuję...boję się... czekam.
Poszłam na spacer... nie umiałam myśleć... nie umiałam się skupić... Za to poczułam: podmuch wiatru... jakże delikatny a jakże przeszywający i zimny, poczułam krople deszczu, zapach skoszonej trawy i uderzający w twarz i serce ból. Coraz częściej łapię się na tym, że zapominam iż wszystkie moje wspomnienia miały miejsce naprawdę... że to nie był tylko sen. Ale tak namacalnie go nie ma, że aż trudno w tym momencie uwierzyć, że kiedyś był... Tak idealny... tak blisko... tak szczerze... po prostu był. Jak przypominam sobie pierwszy dnień gdy złapał mnie za rękę to nie umiem powstrzymać kręcącej się w oku łzy. A potem usłyszałam piosenkę... Tą którą kiedyś mi puścił mówiąc, ze jak ją usłyszał to od razu pomyślał o mnie. Aż mi sie serce. To wszystko zaczyna się robić nudne jak flaki z olejem ale nic nie umiem poradzić na to, że tak reaguję. Tak się boję... boję się ze ten żal i strata zamieni się w gniew i nienawiść i jeżeli kiedyś przyjdzie taki dzień i on zrozumie tą prawdziwą przyjaźń która nas łączyła to ja nie będę w stanie uwierzyć juz w niego... nie mówiąc nawet o NAS... Trochę żałuję że nie pisałam tu o nim wcześniej... że mimo problemów sercowych otaczało mnie swego rodzaju szczęście które mimo wszystko doceniłam dopiero po stracie. Żałuję ze nie opisałam jego oczu, jego dotyku, jego śmiechu który przy mnie był szczery aż do bólu. Żałuję że nie opisałam jak się czułam w jego ramionach... jak się czułam gdy tak nieśmiałe powiedział mi że mnie kocha... Żałuję że nie opisałam jak się czułam gdy dowiedziałam się że całował się z moją koleżanką (choć nigdy nie byłam jego "dziewczyną"). Żałuję że nie opisałam jak się czułam przy naszym pierwszym pocałunku... (Był dziwny i chyba średnio na miejscu) Ale gdybym to wszystko opisała to byście wiedzieli... wiedzielibyście że to co nas łączyło to nie miłość kochanków(próbowaliśmy i tego)... Choć byliśmy dla siebie kimś więcej niż przyjaciółmi nigdy nie byliśmy parą... i ja tego nie umiałam pojąć ale gdybym zaczęła to opisywać na bieżąco ? Kto wie... może wszystko potoczyłoby się inaczej...
Dodaje tą piosenkę co jakiś czas... ale too bardzo ważna piosenka dla mnie...
niedziela, 23 czerwca 2013
(*)
Pełno sprzecznych emocji i uczuć... Boję sie ze wspomnienia kiedyś wyblaknął mimo ze jestem pewna że będą dręczyć mnie już całe życie... ale chciałabym pamiętać KAŻDY szczegół... każdy ruch... Czasem chyba wolałabym zakopać sie w przeszłości i nigdy nie wychodzić... Zostać tam całą wieczność. Czuć sie bezpieczną i kochaną. W tym co tak dobrze znam (a raczej znałam...) Chciałabym jeszcze przez kilka chwil czuć ze to co posiadałam było tak bardzo prawdziwe jak wtedy mi się wydawało...
Często widze jego twarz... śni mi sie i nie mam odwagi nawet powiedzieć ze tego nie chcę. Chce czuć ze jest blisko. A skoro może być tylko we śnie ? To będę śnić puki mi na to rozum pozwoli. Jestem odważne i żyję... a staram sie robić to tak jak zawsze tego chciałam... tyle ze w nocy żadna z podjętych decyzji nie zmieni faktu ze GO nie ma. Ciekawe czy mi to przejdzie... znowu sprzeczność. Chciałabym o nim zapomnieć tak bardzo jak chce pamiętać WSZYSTKO. Nie byo między nami jakiejś chemii czy czegoś w ten deseń ale to co nas łączyło było o wiele ważniejsze. I gdyby ktoś sie wtedy zapytał to dałabym sobie rękę obciać za to ze zawsze będziemy obok siebie. Stać za soba murem i zawsze w siebie wierzyć. A dziś chodziłabym bez ręki... Teraz wakacje... Nie będę musiała na niego patrzeć przez całe 2 miesiące i tutaj znowu... z jednej strony sie cieszę że nie będzie tego bólu związanego z tym ze muszę na niego patrzeć codziennie na lekcjach, ale z drugiej strony aż mi serce krwawi bo nigdy nie mieliśmy takiej długiej rozłąki. Kiedyś nie umiałam weekendu sama przeżyć a teraz? Miesiąc juz go niema i na dodatek (jeśli oczywiście dożyję do końca życia) będę egzystować tak do końca... Bez mojego najlepszego przyjaciela.
Często widze jego twarz... śni mi sie i nie mam odwagi nawet powiedzieć ze tego nie chcę. Chce czuć ze jest blisko. A skoro może być tylko we śnie ? To będę śnić puki mi na to rozum pozwoli. Jestem odważne i żyję... a staram sie robić to tak jak zawsze tego chciałam... tyle ze w nocy żadna z podjętych decyzji nie zmieni faktu ze GO nie ma. Ciekawe czy mi to przejdzie... znowu sprzeczność. Chciałabym o nim zapomnieć tak bardzo jak chce pamiętać WSZYSTKO. Nie byo między nami jakiejś chemii czy czegoś w ten deseń ale to co nas łączyło było o wiele ważniejsze. I gdyby ktoś sie wtedy zapytał to dałabym sobie rękę obciać za to ze zawsze będziemy obok siebie. Stać za soba murem i zawsze w siebie wierzyć. A dziś chodziłabym bez ręki... Teraz wakacje... Nie będę musiała na niego patrzeć przez całe 2 miesiące i tutaj znowu... z jednej strony sie cieszę że nie będzie tego bólu związanego z tym ze muszę na niego patrzeć codziennie na lekcjach, ale z drugiej strony aż mi serce krwawi bo nigdy nie mieliśmy takiej długiej rozłąki. Kiedyś nie umiałam weekendu sama przeżyć a teraz? Miesiąc juz go niema i na dodatek (jeśli oczywiście dożyję do końca życia) będę egzystować tak do końca... Bez mojego najlepszego przyjaciela.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
...
Dzisiaj nadszedł czas na podejmowanie decyzji... no cóż.
Minął pierwszy miesiąc mojej samotności i ku mojemu zdziwieniu świat się nie skończył, niebo nie spadło nikomu na głowe a wszystko jest na tym samym miejscu na którym było jeszcze dwa dni temu. Dziwne... Oczywiście przepłaciłam ten dzień łzami bo jak na ironie losu rodzice zabrali mnie tam gdzie podjęłam z NIM decyzję o "wspólnym życiu". Siedziałam i nie mogłam powstrzymać narastającego we mnie żalu i niepohamowanego gniewu... Patrzyłam na siedzenia na których świadomie poznawaliśmy się poprzez godziny rozmów i wiedziałam mnie i JEGO jakieś pół roku wcześniej. Byliśmy szczęśliwi i tacy szczerzy. Nasza relacja była po prostu piękna i mogłoby sie wydawać że nikt nie jest w stanie jej zachwiać.
Ale wracając do dzisiejszego podejmowania decyzji... Słońce mocno świeciło, w uszach miałam słuchawki... W trakcie jakże uroczego i samotnego spaceru (w drodze do dentysty) z dobrą muzyką... stwierdziłam ze mimo wszystko słońce świecić nie przestanie a moje problemy i cierpienie tak naprawdę dla świata nie znaczą nic więc mogę sobie akurat dzisiaj odpuścić. Tak sobie szłam i szłam zachwycając się "innym" światem. Niemym światem (lubię oglądać świat gdy w moich uszach głośno gra muzyka). I zdałam sobie sprawę że czas pozamykać pewne "przymknięte rozdziały". Czas pokazać ta nową odwagę nie tylko ludziom ale i samej sobie. I podjęłam jedną z najważniejszych decyzji pokazując że nie tylko proszę o to żeby ktoś szanował mnie i mój czas ale też to ze ja sama szanuję siebie, mój czas i moje życie. I spokojnie mogę powiedzieć SPIERDALAJ ludziom którzy tego nie rozumieją. Bo kiedyś to ludzie byli dla mnie najważniejsi a teraz najważniejsza jest dla mnie moja osoba. Przynajmniej do tego dążę.
Minął pierwszy miesiąc mojej samotności i ku mojemu zdziwieniu świat się nie skończył, niebo nie spadło nikomu na głowe a wszystko jest na tym samym miejscu na którym było jeszcze dwa dni temu. Dziwne... Oczywiście przepłaciłam ten dzień łzami bo jak na ironie losu rodzice zabrali mnie tam gdzie podjęłam z NIM decyzję o "wspólnym życiu". Siedziałam i nie mogłam powstrzymać narastającego we mnie żalu i niepohamowanego gniewu... Patrzyłam na siedzenia na których świadomie poznawaliśmy się poprzez godziny rozmów i wiedziałam mnie i JEGO jakieś pół roku wcześniej. Byliśmy szczęśliwi i tacy szczerzy. Nasza relacja była po prostu piękna i mogłoby sie wydawać że nikt nie jest w stanie jej zachwiać.
Ale wracając do dzisiejszego podejmowania decyzji... Słońce mocno świeciło, w uszach miałam słuchawki... W trakcie jakże uroczego i samotnego spaceru (w drodze do dentysty) z dobrą muzyką... stwierdziłam ze mimo wszystko słońce świecić nie przestanie a moje problemy i cierpienie tak naprawdę dla świata nie znaczą nic więc mogę sobie akurat dzisiaj odpuścić. Tak sobie szłam i szłam zachwycając się "innym" światem. Niemym światem (lubię oglądać świat gdy w moich uszach głośno gra muzyka). I zdałam sobie sprawę że czas pozamykać pewne "przymknięte rozdziały". Czas pokazać ta nową odwagę nie tylko ludziom ale i samej sobie. I podjęłam jedną z najważniejszych decyzji pokazując że nie tylko proszę o to żeby ktoś szanował mnie i mój czas ale też to ze ja sama szanuję siebie, mój czas i moje życie. I spokojnie mogę powiedzieć SPIERDALAJ ludziom którzy tego nie rozumieją. Bo kiedyś to ludzie byli dla mnie najważniejsi a teraz najważniejsza jest dla mnie moja osoba. Przynajmniej do tego dążę.
środa, 12 czerwca 2013
Inna.
Wracając do życia... Gdy znajdę się między ludźmi jestem silniejsza niż zawsze, odważniejsza. Czuję że mam władzę i wiem że to raczej ta ciemna strona mocy przed którą sie długo broniłam. Chyba im mniej mam do stracenia tym bardziej potrafię zluzować. Potrafię się "bawić", nie przejmować sie ludźmi. Mam wyjebane i jest mi z tym dobrze. Osoby których zachowanie mnie zazwyczaj w jakiś sposób dotykało przestały robić na mnie większe wrażenie. Otworzyłam się... nie boję sie powiedzieć co myślę i jak widzę pewne sprawy... Przestałam sie przejmować i nie jest dla mnie kłopotem powiedzieć do kogoś ze jest po prostu pierdolnięty (jeśli taki jest) Wszystko co fałszywe wyrzuciłam. Stałam sie kimś innym i narazie choć przerażam czasem samą siebie chyba to jest mój nowy sposób na znalezienie własnego ja. Co innego gdy kładę sie spać... wtedy rany które goić sie zaczną za długi, długo okres czasu pieką mnie i nie dają spać... Porządna dawka tabletek nasennych i jest po kłopocie. A teraz najważniejsze to robic tak by problemów i kłopotów nie było bo trzeba żyć!
niedziela, 2 czerwca 2013
Ludzie zawodzą
Pięć lat wspólnej wędrówki... Zaufania i miłości... Żeby wszystko skończyło się tak po prostu... Mało wiarygodne ale bardzo (aż za bardzo) prawdziwe. Miałam jeszcze nadzieję i żyłam nią każdego dnia tracąc umiejętność samodzielnego oddychania. Aż wreszcie doszłam do siebie i postanowiłam ze to naprawię. Bo kto jak nie ja ma się o NAS starać? Tyle że po jego ostatnich słowach jestem przekonana że nie warto się poniżać tylko po to żeby żyć jeszcze przez parę tygodni w tak obłudnej nadziei na lepsze jutro, na odbudowanie TEJ jednej, konkretnej przyjaźni która była dla mnie prawdziwsza niż cokolwiek innego na świecie. Mogą mówić że jeśli przyjaciel odchodzi to nim nie był i ja sama też mam czasem ochotę wykrzyczeć mu w twarz że to najprawdziwsza prawda ale tak nie jest. Czułam się bezpieczna, kochana i doceniana... ufałam mu jak nikomu innemu na świecie i przez tyle czasu był dla mnie przyjacielem, mężczyzną i bratem. To była prawdziwa przyjaźń ale niestety... dostałam bardzo brutalną lekcje od życia ze ludzie zawodzą... nawet Ci najbliżsi... że nie można pod żadnym pozorem ufać komukolwiek bezgranicznie, że zawsze trzeba być przygotowanym na najgorsze. Przykro mi że przez sytuacje ostatnich tygodni resztę mojego życia będę się zastanawiać kto mnie zawiedzie i czy osoba której powierzam cokolwiek zrani mnie teraz czy za jakiś czas.
Takie chwile, sytuacje i zdarzenia to operacje nie na jednym a na dwóch otwartych sercach... Uważam ze jeśli między ludźmi rodzi się tak poważna i zażyła relacja to Ci ludzie są za siebie w jakiś sposób odpowiedzialni... Nie można zostawiać przyjaciół tak po prostu... Z dnia na dzień... Bez wyjaśnień... (choć bezsensowne wyjaśnienia które przyszły z czasem były chyba bardziej bolesne niż ich brak)
Takie chwile, sytuacje i zdarzenia to operacje nie na jednym a na dwóch otwartych sercach... Uważam ze jeśli między ludźmi rodzi się tak poważna i zażyła relacja to Ci ludzie są za siebie w jakiś sposób odpowiedzialni... Nie można zostawiać przyjaciół tak po prostu... Z dnia na dzień... Bez wyjaśnień... (choć bezsensowne wyjaśnienia które przyszły z czasem były chyba bardziej bolesne niż ich brak)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)

