środa, 17 kwietnia 2013

Za dwa dni koncert !
Czekam na niego od początku grudnia :)
Wcale nie dlatego ze uwielbiam Ellie Goulding bo jak dla mnie dziewczyna jest bez większej rewelacji ale ... Jadę na ten koncert z NIM :)
Jeśli jego jakieś malutkie marzenia mogą się spełniać dzięki mnie to i ja czuje się w jakiś sposób spełniona. Miałam takie szatańskie i skomplikowane plany na ten dzień (stwierdziłam że albo mnie pocałuje albo nic już z nas nigdy nie będzie)  a tu wszystko tak dobrze się ułożyło ze nie muszę już nic planować :)
Czasem to wszystko mnie zadziwia i zaskakuje...

Tak więc Ellie przybywamy !



wtorek, 16 kwietnia 2013

Następny wybór... MÓJ !

Żyję jakby na pół jawie... wiem że się obudzę... wiem że powinnam cierpieć... właśnie teraz, ale nic takiego się nie dzieje... może przekroczyłam pewne granice ? Może już bardziej się nie dało więc moje serce to po prostu to wszystko olało ? Bo to nie jest tak ze przestałam wraz z cierpieniem czuć miłość czy radość... Może nauczyłam się żyć bez niego ? Jeszcze wczoraj chciałam żeby za wszelką cenę został przy mnie a dzisiaj już jestem zakochana w kimś innym... Jak to możliwe? Pomyliłam uczucie wiecznego strachu o swoje stargane uczucia z miłością ? Tak bardzo się bałam że on mnie zniszczy że nawet nie wpadłam na pomysł ze tak naprawdę można go po prostu zostawić... Teraz czuję się bezpieczna... Wiem że jestem na właściwym miejscu z właściwym człowiekiem. Ze moja dłoń jest w tej jedynej dłoni. Ci którzy mnie znają wiedzą że rzadko bywało tak że kochałam i byłam z jednym mężczyzną jednocześnie... Tak naprawdę to nigdy tak nie było, przecież darzyłam prawdziwym uczuciem tylko jednego człowieka jak do tej pory i nigdy z nim nie byłam... a tu nagle zdałam sobie sprawę z tego ze  ta miłość nie była tym czego potrzebowałam ... niektórzy mówią ze potrzebuje kogoś kogo będę mogła kochać tylko z daleka ale wcale tak nie jest. Więc zerwałam każdy romans jaki do tej pory mi towarzyszył. Na rzecz miłości którą razem zbudujemy.



Jeszcze niedawno miałam problem z określeniem czego tak naprawdę chcę ... Czy faceta którego kochałam tak długo... Czemu wciąż towarzyszyły łzy, strach przed utratą i jednoczesne wciąż towarzyszące mi uczucie straty i nienawiści... niespełnionego marzenia... wieczne cierpienie...  Czy człowieka przy którym czuję sie bezpieczna... ufam mu... czuję ze mu na mnie zależy i czuję się kochana , widzę że wszystko sie rozwija... Jeśli na mojej twarzy występują łzy to są to łzy radości i wzruszenia... I zaczynamy świadomie budować uczucie na fundamentach prawdziwej niczym nie zachwianej przyjaźni (były lepsze i gorsze dni ale wszystko przetrwaliśmy)

Więc wybór choć nie powiem ze łatwy, był oczywisty.  I tego mi było trzeba... dokonać wyboru i dokonać go tak żebym to ja nareszcie była szczęśliwa.



Pewien mądry człowiek całkiem niedawno powiedział mi że właściwego wyboru nie ma... ze zawsze ktoś będzie cierpiał i że ja sama w jakiś sposób też poczuję stratę ale jeśli nie podejmę tej decyzji to będę do końca życia tego żałować. Mogę czekać na któregoś z nich i wziąć tego który pierwszy okaże mi miłość tyle że potem do końca życia będę wiedziała że ten wybór nie był mój tylko któregoś z nich. I zawsze będę się zastanawiała co by było gdybym poczekała jeszcze trochę. A ja tak nie chcę. Chcę żeby wszystko było moim wyborem i moją decyzją i chcę wierzyć ze wszystko co wybiorę będzie dyktowane moim sercem.
Więc wybrałam ! 
I jestem z tego dumna! 



niedziela, 14 kwietnia 2013

Moje miejsce ?

Jest jeden jedyny lek który mnie odrywa od tego wszystkiego... Choć chora, zasmarkana i ogólnie rzecz biiorąc nie do życia... Choć mam dziwne wrażenie że po tej całej sytuacji oddalimy się od siebie bądź co bądź... (moze jego podświadomość będzie obwiniać mnie za kłopoty z dziewczyną ?)Może będzie gorzej... lepiej ... inaczej (?)

Lecz wiem gdy patrze na swoją dłoń w Jwgo dłoni ... gdy widze jak nasze palce się splatają ... Czuje że to jest właśnie to ... że przeciez mogę to wszystko zostawić ... Że mogę to wszystko ogarnąć a moje serce przestanie cierpieć i będę szczęśliwa nie z tamtym tylko właśnie z nim(z moim najlepszym przyjacielem... z moją podporą i z moja miłością) . Gdy zaczął mnie smyrać po ręce straciłam mozliwość racjonalnego myślenia... (to chyba było dość zabawne ale nie umiałam sklecić nawet jednego prostego zdania) więc taka chora i zasmarkana zamknęłam oczy i leżałam a on trzymał mnie za dłoń... tak po prostu. Tak bardzo go kocham... moze to inna miłość ... moze jeszcze raczkuje ale ta więź przetrwa wszystko... ta miłość nie ważne w co sie przerodzi ale zawsze będzie niezniszczalnym uczuciem... Mogłabym tak zostać na wieki...  zajebista muzyka... ja i on ... I czuje że moje mijsce jest przy nim a celem mojego życia wcale nie jest cierpieć z braku tamtej śmiesznie małej miłości tylko być szczęśliwą u boku tej nowej która mimo  tego że jest w trakcie dojrzewania już jest silna i dobra... pokrzepiająca a nie raniąca...


 

piątek, 12 kwietnia 2013

Wybór? To niedorzecznosć!

Nie wiem co napisać... czy są jakieś odpowiednie słowa które by opisały jak się czuję ? Potrzebuje liter które ułożą się tak by to wszystko określić... A litera to przecież tylko graficzny znak... Coś ustalonego... litera sama w sobie nic nie znaczy...

Ale jak mam inaczej nazwać moje łzy które jeszcze wczoraj suszył całkiem przyjemny, wiosenny wiatr ? Szłam tak bardzo zapłakana... każdy krok poruszał serce które z każdą łzą rozpadało się na drobniejsze części... To zaskakujące że jeden całkiem przeciętny człowiek może spowodować takie spustoszenie w moim sercu... w głowie i w moim organizmie...  To wszystko w swoim pozornym skomplikowaniu jest tak proste... Wystarczy odpowiedzieć sobie na jedno pytanie ... "Czego ja/ty tak naprawdę chcę?" Ja wiem że nie ma z tej sytuacji takiego rozwiązania żeby nikt nie cierpiał... Ty masz wybrać... ONA (twoja dziewczyna... kochasz ją... jest dla Ciebie najważniejsza) i JA (Tak konkretnie to jestem dla Ciebie nikim) Powiem szczerze... jeśli MUSISZ wybierać to wybór jest prosty... nie rozumiem twojej dziewczyny ale też nie muszę jej rozumieć ... nie mieszam się w wasz związek bo jeśli to coś naprawdę poważnego, ona daje Ci szczęście i wyobrażasz sobie dalsze życie właśnie z nią  to wybór powinien być prosty... Nie ma nawet 0,5 % szansy ze się we mnie zakochasz więc nie jestem żadną konkurencją dla niej... co również oznacza ze nie powinieneś mieć problemu z wyborem...(miłość a kulejąca, upośledzona wręcz relacja której nikt nie umie nawet nazwać) Wiem ze będziesz to czytał... Jeśli nie ma wyjścia to zrób to co konieczne... Ja to przełknę... musisz się liczyć z tym ze to będzie wybór ostateczny... Tu nikogo nie zadowolisz... Cokolwiek nie zrobisz... czegokolwiek byś nie wybrał co najmniej 2 osoby będą cierpieć więc zrób to co będzie dobre po prostu dla Ciebie... to co będzie dla Ciebie lepsze... ja pogodzę się ze wszystkim ... w końcu to twoje życie ... Ona też powinna to zrozumieć w końcu Cię kocha i również chce dla Ciebie jak najlepiej...
Powodzenia...

niedziela, 7 kwietnia 2013

Czas zmienia człowieka

Porwałam sie na spektakularną rzecz... "Przeczytam mojego bloga" I wiecie co ? Przeczytałam... zajęło to odrobinę więcej czasu niż przypuszczałam i wylałam morze łez czego się kompletnie nie spodziewałam... Jestem innym człowiekiem... pisałam tu o wszystkim czego pragnę... co mnie boli a co uszczęśliwia...  Sam powód założenia bloga był pomysłem zdesperowanej gówniary która nie umiała powiedzieć prosto w oczy pewnemu chłopakowi co czuje a i dlaczego tak sie czuje... Ten chłopak był dla niej wszystkim... Marzyła o nim nie zdając sobie sprawy że on jest jedyną rzeczą która ją trzyma przy życiu... Jedyną osobą dla której oddychała... Pisała o tym i tak rozpaczliwie błagała go o to żeby dawał z siebie więcej... Żeby był przy niej bo przecież tylko przy nim ona żyła pełnią życia... uśmiechała sie ... była szczęśliwa i budziła się rano z nadzieją ze go zobaczy... I wiecie co sie stało? On ją zabił zostawiając ją samą sobie... tak po prostu... Każde silniejsze uczucie można wyczytać na tym blogu... Przestała pisać do niego... zaczęła pisać dla siebie i  po śmierci tej naiwnej dziewczyny która marzyła tylko o jednym urodziła się dojrzała kobieta która wie czego chce (mimo ze czasem się gubi... płacze i cierpi... wiele nie rozumie i dużo rzeczy ją przytłacza) Ale nareszcie żyje sama dla siebie... moze jeszcze z dnia na dzień i upada... ale żyje już nie kreowana przez innych żyje tak jak chciała... I jest silniejsza niż dotychczas. Teraz przed tą kobietą stanęło nowe wyzwanie... Pójść do tego chłopaka i zacząć z nim żyć bez jakiegokolwiek uzależnienia i uczuć. Bo tylko tak zniszczę tą chorą więź między wspomnieniami poprzedniego życia a tym chłopakiem. Czas zapoznać go z silną dojrzałą kobietą :)







Życzę nam powodzenia :)
(to ostatnia próba)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Śmiechu warte

Brawo... Głupia cipa... gdyby się zastanowiła wiedziałaby ze przestałam o nim myśleć(przecież nie utrzymuje z nim kontaktów)... aż to teraz... była tak zazdrosna że do nie napisała żebym trzymała się od niego z daleka a ja już zaczynałam układać sobie życie i jakby nie patrzeć po długim czasie ciszy to ona sprowokowała nas do kontaktu... Jest sama sobie winna. Gówniara... ma z 15 lat i myśli że jest nie wiadomo kim... Jakie ona ma prawo mi zabraniać utrzymywać z nim kontakt? Ja go już KOCHAŁAM gdy ta jeszcze biegała po podstawówce a teraz mi głupia cipa będzie pisać że sobie czegoś tam nie życzy. Niech się pierdoli!

sobota, 30 marca 2013

Sprzeczności... pożądanie kontra miłość...

Przerażająca pasja... Żądza która targała moim umysłem i pożądanie które wręcz szarpało moim ciałem... Do tego niezliczone pokłady namiętności które (towarzyszyły mi zawsze i wszędzie ) chciały wtargnąć do serca i może nawet się tam rozgościć... lecz gdy tylko jej macki dotknęły mej duszy wtedy każda część mnie poczuła że to początek końca... nie takiego końca spektakularnego z  fajerwerkami... delikatnego końca bez łez i cierpienia(po prostu zaczęłam się odsuwać, obydwóm stronom to odpowiadało) ...

Moje serce należy do jednej... jedynej osoby... Nie ważne co odczuwa ciało i czego chce serce... Najważniejsze jest do kogo NALEŻY... naprawdę mniej istotne jest kogo ono by chciało... Został "podpisany akt własności" ... Życie zostało zaplanowane a mi te plany się cholernie podobają... może ciężko to wyjaśnić... Wszystko jest pełne sprzeczności a ja w tym wszystkim nawet nie wspomniałam o czymś takim jak miłość... Mówiłam o żądzy... namiętności... pasji... pożądaniu... Ale nie o miłości... Kocham tego komu OBIECAŁAM serce... A może rozum mi tak tylko każe ? Ta miłość jest inna... nie jest kompletna choć jest przepełniona nadzieją na to ze kiedyś poczuję fajerwerki i będę żądała od niego "wyłączności(?)" No nie wiem... Wiem jak będzie wyglądać moja życie za jakieś 4-5 lat jeśli pójdzie takim torem jak jest to zaplanowane (oczywiście zdaję sobie sprawę że to tylko jedna z opcji i możliwości ale ta mi najbardziej odpowiada) Tylko muszę coś zrobić by nie tylko kochać ale i pożądać...

czwartek, 28 marca 2013

Moja dłoń w jego dłoni...



Przyciągam cię?
Odpycham cię z moim delikatnym uśmiechem?
Jestem za brudny?
Za dużo flirtuję?
Czy lubię to co ty?

Mógłbym być zdrowy
Mógłbym być odrażający
Sądzę, że jestem odrobinę nieśmiały
Czemu mnie nie lubisz?
Czemu mnie nie lubisz nie dając mi szansy?

Próbowałem być jak Grace Kelly
Lecz cały jej wizerunek był za smutny
Więc spróbuję trochę Freddiego
Moja tożsamość wariuje!

Mógłbym być brązowy
Mógłbym być niebieski
Mógłbym być fioletowym niebem
Mógłbym być bolesny
Mógłbym być purpurowy
Mógłbym być czymkolwiek zechcesz
Stać się zielonym
Stać się podłym
Stać się czymś więcej
Czemu mnie nie lubisz?
Czemu mnie nie lubisz?
Dlaczego nie wyjdziesz za drzwi!
  



Dzisiaj było zaskakująco miło choć faktycznie obije mogliśmy czuć się nieco skrępowani... Ja jego a on moją rodziną... w końcu nie co dzień je się kolacje z rodziną swojej ''niedziewczyny''.
Tatuś oczywiście chce ratować każdego chłopaka który zaczyna poważnie zastanawiać się nad jego córkami no ale cóż ... chyba zięciu będzie musiał się przekonać sam na sobie czy jest warto :P

Cieszę się że nareszcie mogłam spędzić z nim kilka (dość krótkich) godzin... Brakowało mi tego bardziej niż przypuszczałam... Widujemy się codziennie w szkole... i siedzimy ze sobą w ławce ale to nie to samo. Czujesz że ktoś jest blisko Ciebie a jednocześnie bardzo za nim tęsknisz... Właśnie to czułam przez ostatni miesiąc... Czegoś mi brakowało. A teraz już wiem czego :) Zostawiłam przy nim spory kawałek mojego serca i tylko przy nim czuję sie kompletna :)

Do tego wszystkiego byłam zaskoczona jego gestem... to było takie miłe... a zaskoczenie  jakie temu towarzyszyło tylko potęgowało uczucie spokoju i miłości... uczucie bezpieczeństwa i jakiegoś (swego rodzaju) spełnienia. KOCHAM GO...

niedziela, 24 marca 2013

Spory chyba będą zawsze... chamstwa nie wyleczysz ... Trzeba nauczyć sie żyć z ludźmi którzy Cię nie szanują ... no trudno... nie będę rezygnować z czegoś co kocham tylko dlatego ze jakiś niewychowany pajac powiedział 2 słowa za dużo ...

Trzeba sie cieszyć tym co się ma :)
A ja mam dużo <3

Diffriends
 



Po lewej Wojtek
 (gitarzysta jakby ktoś nie widział)
A po prawej Latyn :D
(klawiszowiec) 




piątek, 22 marca 2013

O o O

Naprawdę rozumiem sobie żartować... i dopóki żarty były śmieszne to się śmiałam ... ale potem to już było przegięcie... Jak można tak chamsko dociskać gdy się widzi ze drugiej osobie przestało być do śmiechu już jakiś czas temu ?

Myślałam za znalazłam swoje miejsce... że jesteśmy jak rodzina... że z czasem wszyscy zostaniemy przyjaciółmi... Przecież wszyscy są zajebiści i byłam pewna że się dogadamy... ale... Zawsze jest jakieś ale...

Ja sobie nie pozwolę tak wtykać... sorry ale wokalistka jest po to żeby śpiewać... jak się nie podoba to jakoś to dźwignę i pójdę tam gdzie mnie chcą za wokal a nie "oliwienie gardła" czy  ''wyglądanie'' bo stać i pachnieć to może każdy głupi a śpiewać ? Mam zajebisty plan...  Basista jak jest taki mądry niech sobie sam śpiewa i oliwi gardło... zobaczymy ile wtedy będzie lajków... Może ten typ tak ma... ale jak potrzebuje kogoś żeby po nim pojeździć to niech sobie kogoś wynajmie (W końcu co to nie on...) A mnie niech zostawi w spokoju bo będzie lipa...

Kocham ten zespół i jestem dumna że mogę go tworzyć ale nie pozwolę sobie na takie traktowanie... żarty żartami a świństwa świństwami...

Chyba zrozumiałam kawały o basistach...

niedziela, 17 marca 2013

To i owo :)

Wyjechałam by poukładać sobie życie... I co się stało ? Wzięło się skomplikowało... Znalazłam faceta który doprowadza mnie do szaleństwa... Działa na mnie tak ze nie umiem przestać o nim myśleć ... Wgl nie mam go dość i mogłabym spędzać z nim każdą wolną chwile...
Do tego przeprowadziłam poważną rozmowę z przyjacielem z której wynika że będziemy ze sobą do końca życia... nie ważne jako kto ...
I otworzyłam jakże stare a jakże zabliźnione rany... Na nowo te same wyrzuty i te same niedopowiedzenia... Jakby to kogoś kiedykolwiek bawiło...
Ale czuje się lepiej ... zaczynam mieć nad tym wszystkim kontrole... Nad umysłem i ciałem... Znalazłam w sobie jakiś zalążek samozaparcia i walczę ze sobą by go właściwie rozwijać... Narazie idzie mi całkiem dobrze (o dziwo)




Uwielbiam ... Kocham wręcz facetów którzy grają na gitarze elektrycznej ... perkusistów szanuje ... muzyków podziwiam ale gitarzystów kocham <3



Pozdrowienia dla mojego ukochanego zespołu
 Diffriends
  (dopiero zaczynami ale mamy wiele chęci i umiejętności) 

Można nas znaleźć na fb 
 http://www.facebook.com/pages/Diffriends/498645720202481?ref=ts&fref=ts

Bądźcie wyrozumiali i polubcie :)
Będzie nam cholernie miło



piątek, 8 marca 2013

Syf

Wokół mnie jest pełno syfu ... Począwszy od wszechogarniającego mętliku w mojej głowie( i oczywiście w sercu bo jakby nie patrzeć jakoś się to wszystko łączy)  poprzez burdel w torebce  kończąc na bałaganie w pokoju... Zapomniałam dodać że syf mam również w szkole i nauce. Tak jak z trzema ostatnimi można walczyć własnymi "ludzkimi" siłami tak pierwszego nie da się dotknąć ... co dopiero "posprzątać"...Ostatnie incydenty były oczywiście jakimś krokiem naprzód...  Tyle że to tak jakby przysporzyło mi więcej różnych-innych problemów... Mówią INNYCH mam na myśli takich z którymi do tej pory nie musiałam się borykać... I jak to wszystko poukładać ?? Nie mam pojęcia... zaczęłam od porządku w torebce... niby nic ale zawsze to jakiś początek, prawda?

W moim sercu była rana po stracie kogoś wyjątkowego ale ona powoli się zabliźnia choć przez wiele długich miesięcy się ślimaczyła... Ale to by było dziwne gdybym nareszcie zaczęła kochać i ktoś odwzajemniłby to uczucie, prawda? Chyba sama bym była w szoku... Nie mogę znaleźć sobie tak po prostu miłości... zawsze musi być pięćset ALE i sto tysięcy PRZECIW. Tak to już jest ...

Uczucia... sytuacje i emocje z którymi nie umiem sobie poradzić to rzeczy przysparzane przez osobę bez której nie umiem żyć ... ZAJEBIŚCIE!

Serdecznie pozdrawiam...
Mam nadzieję ze chociaż wam się układa :)

niedziela, 3 marca 2013

...

Już od jakiegoś dłuższego czasu czekałam na jakiś znak ... na cokolwiek ...
miałam czasem ochotę by złapał mnie za rękę ale tak bardzo bałam się powiedzieć to na głos... uświadomić samej sobie co się dzieje ... Poważna rozmowa pomaga :) Dużo sie dowiedziałam... Znamy się teraz jeszcze lepiej a jeszcze tyle przed nami ...
Jest jeszcze trochę niejasności gdzieś w zakamarkach mojego umysłu i na dnie mojego serca ale wszystko przyjdzie z czasem. Nie będę się śpieszyć bo po co ? Mamy przed sobą całe życie : te ciężkie chwile które przyjdą i te piękne które nas odwiedzają.


 
 
Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.

Kocham ...

Nie mogę pozwolić sobie na to by być z tobą ... ale równie bardzo nie mogę pozwolić nam być osobno ... jesteśmy dla siebie stworzeni i nawet jeśli twierdzisz ze po TYM WSZYSTKIM nic się nie zmieni to troszkę się mylisz... sam fakt ze nazwałam swoje uczucia zmienia wiele ... zmieniła się moja świadomość ... światopogląd... Zmienił się mój pogląd na Ciebie i fakt że nie pozwolę podrywać Cię pierwszej lepszej lasce... Jesteś miłością mojego życia i wiem że to właśnie  z tobą się zestarzeje ... nie wiem tylko jak być teraz razem ... musimy poczekać ... wyszaleć się ... zrozumieć...  Musimy się pokochać tak zupełnie .. tak prawdziwie ...
Ja mam  jeszcze tyle pytań ...

czwartek, 28 lutego 2013

Czas...

Dajmy sobie czas... parę chwil... parę dni...
Nieubłaganie kilka dni zamieniło się w tygodnie... Niechętnie podejrzewam ze będzie to trwać miesiące a nawet zahaczy o lata, dekadę a potem wiek...
Zapomnimy o sobie...
Zapomnimy o rzeczach które nas łączyły, choć pewnie odrobinkę dłużej będziemy pamiętać te które podzieliły naszą relację... O głuchym krzyku który jeszcze wydobywa się z mojego serca choć już nie tak intensywnie jak kiedyś...
Moje serce już nie łka błagając o powrót... teraz patrzy w przeszłość i wspomina... nie docieka czyja wina... (już dawno przestało) Zostało posklejane choć już zawsze będzie niekompletne...
Trochę jak emocjonalna kaleka pełna strachu i obaw zaczynam żyć w przekonaniu że kiedyś zapomnimy... Że kiedyś ja zapomnę...
Ty jesteś szczęśliwy... znalazłeś miłość, wsparcie, radość, przyjaciółkę i kochankę... Cieszę się choć skrywam żal...
Ale nikt nie zarzuci mi że się nie cieszę z Twojego szczęścia...
Ja odkrywam moje... w drugim człowieku... w prawdziwej przyjaźni... I chcę spróbować jeszcze raz bo to moje serce choć wybrakowane zaczęło tętnić nową... silną wiarą w życie w ludzi i w miłość ...

Chcę być lepsza przy kimś innym.




środa, 27 lutego 2013

Chcę wiedzieć...

"Nie in­te­resu­je mnie, czym się trud­nisz.
Chcę wie­dzieć nad czym bo­lejesz i czy śmiesz marzyć o spot­ka­niu z tym, za czym tęskni two­je ser­ce.
Nie in­te­resu­je mnie, ile masz lat.
Chcę wie­dzieć, czy gotów jes­teś wyjść na głup­ca dla miłości, dla
marzeń, dla przy­gody, jaką jest życie.
Nie in­te­resu­je mnie, ja­kie pla­nety zrównują się z twoim księżycem.
Chcę wie­dzieć, czy dot­knąłeś środ­ka włas­ne­go smut­ku; czy zdradzo­ny ot­warłeś się, czy skur­czyłeś się i zam­knąłeś w so­bie
ze strachu przed dal­szym cier­pieniem!
Chcę wie­dzieć, czy pot­ra­fisz sie­dzieć z bólem, moim lub twoim, nie
po­ruszając się, by go uk­ryć, stłumić lub uleczyć.
Pragnę wie­dzieć, czy możesz współis­tnieć z ra­dością, moją lub swoją; czy umiesz za­pamiętać się w tańcu i poz­wo­lić, by ek­sta­za wy­pełniła cię po czub­ki palców dłoni i stóp, nie każąc zacho­wywać os­trożności, myśleć realis­tycznie czy pa­miętać o og­ra­nicze­niach kon­dycji ludzkiej.
Nie in­te­resu­je mnie, czy opo­wiadasz mi praw­dziwą his­to­rię.
Chcę wie­dzieć, czy pot­ra­fisz roz­cza­rowy­wać in­nych, aby po­zos­tać
wier­nym so­bie; czy umiałbyś znieść os­karżenie o zdradę i nie zdradzić włas­nej duszy.
Chcę wie­dzieć, czy pot­ra­fisz zaufać, a za­tem i być god­nym zaufa­nia.
Chcę wie­dzieć, czy pot­ra­fisz dos­trzec piękno, na­wet gdy
nie co dzień jest ład­na po­goda, i czy umiesz wy­wodzić swo­je życie z obec­ności Bo­ga.
Chcę wie­dzieć, czy pot­ra­fisz żyć z po­rażką, nie tyl­ko swoją, stanąć nad brze­giem je­ziora i do sreb­rne­go księżyca krzyczeć: "Tak!"
Nie in­te­resu­je mnie, gdzie mie­szkasz i ile masz pieniędzy.
Chcę wie­dzieć, czy umiesz wstać po no­cy żalu i roz­paczy, wyczer­pa­ny, zbi­ty jak pies, i ro­bić, co trze­ba, dla swoich dzieci.
Nie in­te­resu­je mnie, kim jes­teś, skąd się tu wziąłeś.
Chcę wie­dzieć, czy sta­niesz ze mną w środ­ku og­nia i nic cof­niesz się.
Nie in­te­resu­je mnie, gdzie, ja­kie i u ko­go po­bierałeś nauki.
Chcę wie­dzieć, co cię pod­trzy­muje od środ­ka, gdy wszys­tko in­ne od­pa­da.
Chcę wie­dzieć, czy umiesz być sam ze sobą; i czy nap­rawdę lu­bisz te­go, z którym przes­ta­jesz w chwi­lach pus­tki."

poniedziałek, 25 lutego 2013

Klin klinem ?

hmmm... Co by tu powiedzieć ? Jak opisać ?
Czuję się winna... Ale nie umiem dokładnie określić dlaczego.
Nie umiem tego wszystkiego ubrać w słowa.
Boję się nowej miłości ?
A może uroiłam sobie że rodzi sie coś nowego?
W mojej głowie? (bo jeszcze nie w sercu)


Już od dłuższego czasu chciałabym się dowiedzieć czy warto?
Czy wgl coś sie dzieje?
Nie chciałabym zaklejać pustki kimś kto jest dla mnie najważniejszym na świecie...
Wole poczekać na samoistny rozwój sytuacji (?)
Wole sie wyleczyć i zacząś całkowicie od zera...

Jeśli bede z kimś żeby zapomnieć to mimowolnie zbuduje cos na przeszłości...
A tego nie chcę 
Tyle że czuje że to wszystko jest tak prawdziwe i tak inne.
Tak nowe choć nierealne...
Przy nim chce sie uśmiechać ...
Przy nim żyję inaczej... lepiej.
On się mną opiekuje...
On sie o mnie troszczy i martwi...
Czy coś się rodzi?
 Nie mam pojęcia ale zaczekam..
Będę obserwować rozwój wydarzeń.....

sobota, 23 lutego 2013

Dziś sobie na to pozwolę...

Czy da się wgl zapomnieć ? Zapomnieć o uczuciach i chwilach? Zapomnieć o uśmiechu i miękkich kolanach ? O pocałunku i chwili gdy nasze dłonie się dotykały a ciała były stanowczo za blisko ?

Może to jest właśnie proces zdrowienia ? Może musi być gorzej żeby było lepiej... postanowiłam ze dzisiaj pozwolę sobie płakać... i się załamać... poczuć tą pustkę którą po sobie zostawił... Poczuć ja w sercu, w mięśniach, w kościach... Ta pustka jest wszędzie i mnie ogarnia... całą... pali mnie żywcem.

A może trzeba stare wspomnienia przepędzić nowymi? Może trzeba siebie pozwolić na ruszenie naprzód ? Tylko jak? Marzy mi się pokochać kogoś innego tak jak GO kochałam i gdy mi się wydaje że to jest możliwe i jedyną przeszkodą która stoi mi na drodze jest czas który trzeba przetrwać by się zakochać to nagle: wspomnienia, sny, pustka... ogarniają mnie i śmieją mi się w twarz... To tak jakby dostać bardzo mocnego sierpowego od zawodowca.

Gdyby ktoś kochał mnie tak ja ja kochałam go... to byłabym najszczęśliwszą osobą na Ziemi bo nie dało się już bardziej... Bo to była ta PRAWDZIWA miłość która zawsze gdzieś będzie trwać... Jasne że będziemy tego żałować... oboje. Mam nadzieje ze mi przejdzie... I mam nadzieje że po kilku latach ON tu wejdzie i przeczyta jak mógł być kochany i jak już nigdy nie będzie i co stracił... jaki był głupi i naiwny. I będzie mu żal i dostrzeże że była dziewczyna która za wszelką cenę chciała być przy nim...

Jutro zacznę nowy dzień ale dzisiaj będę płakać ... długo i głośno żeby to z siebie wyrzucić... DZISIAJ sobie na to pozwolę.

piątek, 22 lutego 2013

Było minęło ?

Śnił mi się dzisiaj ...  Co tu więcej pisać ? Nie rozmawialiśmy wg...l ale przyjechał do mnie i był przy mnie a ja czułam że jest we właściwym miejscu. Czułam ze moje miejsce jest przy nim a jego przy mnie. Chciałabym już zapomnieć... zwłaszcza że znalazłam kogoś kto zasługuje na moją miłość, na mój czas, troskę i uczucie. I co z tego ? Mam tego kogoś i kocham go całym sercem tyle że jak przyjaciela. Ale to dobrze :) Mam najwspanialszego przyjaciela na świecie ! Choć ubolewam że z poprzednim mi się nie udało a żywiłam do niego mocniejsze uczucie. Teraz chce być szczęśliwa! I chcę żeby już nikt niepożądany mi się nie śnił! Żebym sie uwolniła od uczucia które we mnie gnije. Od tej spleśniałej miłości która gdzieś na dnie mojego serca się rozkłada i zostawia tylko sam smród...


 
 
I dlaczego nie mogę powiedzieć
 że to co było to minęło ?

środa, 20 lutego 2013

Nie ma powrotu (?)

Są takie chwile ze chciałabym zapomnieć o wszystkim co było źle... O tym że wszystko co się działo to zakończony rozdział .. rzucić dumę w kąt i pójść do niego tak jak stoję... Chciałabym go mocno przytulić i zapytać się o to, co my właściwie robimy(?) ... przecież ja go potrzebuję... przecież on ZAWSZE jest mi potrzebny...  I cierpię.. Czasem mam ochotę paść na kolana i błagać żeby było tak jak kiedyś... Wtedy gdy było nam ze sobą dobrze ... Ale nie... Oboje wiedzieliśmy ze to nigdy nie wróci i oboje wiedzieliśmy ze to wszystko jest stracone. Dlatego już nie rozmawiamy (choć przestaliśmy rozmawiać chyba długo długo wcześniej) Dlatego nie ma żadnych NAS. Czasem ciężko mi uwierzyć że oboje jesteśmy tak żałośni że nie umieliśmy o to walczyć. Ale czy mogłam się starać bardziej... (?) Nie wiem ... Nie mam pojęcia czy się dało... Czy to by przyniosło jakikolwiek zamierzony skutek. I zaczynam myśleć... I widzę że pod warstwą tęsknoty są niezmierzone pokłady żalu. I przypominam sobie że czułam się jak zabawka. Że miałam dziwne wrażenie że nigdy tak do końca nie byłam mu potrzebna.

Potem przychodzi taki czas że zaczynam myśleć o kimś innym (o kimś bardzo konkretnym) I jest mi przykro że zaśmieciłam sobie głowę i serce kimś takim jak tamten... kimś kto nigdy nie chciał mnie zrozumieć i  kimś przez kogo nie czułam się szanowana i doceniana.  A potem znowu padłabym na kolana i błagała żebym było tak jak kiedyś... bo choć z perspektywy czasu widzę, że byłam zabawką to w tamtych chwilach byłam szczęśliwa... pełna nadziei, jedyna na świecie. Wierzyłam w niego (że jest cudowny, wspaniały, dojrzały, inteligentny i najlepszy)  I chciałabym żeby to mogło jeszcze trwać dzień lub dwa... Tylko tyle... żyć jeszcze  jeden jedyny dzień w przekonaniu że dla niego coś znaczę... Nie chce patrzeć na niego tak jak go teraz widzę. Nie chce niszczyć sobie wizji zakochanej dziewczynki która we mnie jest,  że on jest tym jedynym księciem na białym koniu.