Nie wiem gdzie jestem... na jakim etapie życia... Byłam zaręczona, ustaliliśmy datę ślubu... Ksiądz, sala... i wiecie co ?? Okazało się że facet tak po prostu mnie zdradzał... Straciłam grunt pod nogami... Dwa lata wspomnień i całe życie planów poszło gdzieś w eter... Usłyszałam ze to moja wina bo dawałam za mało czułości (może chodziło o seks) no cóż... Na pewno znajdzie sobie taką która da mu wszystko czego będzie potrzebował...
Poświęciłam wiele siebie... wiele marzeń, planów by stworzyć wspólne... By móc razem śmiać się i płakać, by w każdej chwili on miał przy sobie moją doń na dobre i złe... tak bardzo w nas wierzyłam, chciałam stanąć przeciwko całemu światu w momentach gdy wszyscy mówili ze nam sie nie uda. Stałam murem mówiąc że my będziemy inni... że my zawojujemy światem biorąc z niego jak najwięcej zostawiając stare blizny i rany za nami.
Jak się czuje dziewczyna zdradzana przez całe 8 miesięcy z dziewczyną która "nic dla niego nie znaczyła"? I to tuż przed ślubem? Chyba nie da się tego opisać... Nuż plecy to mi może wbić przyjaciel... ale to ?? Nie umiem tego ani pojąć ani określić... na dzień dzisiejszy czuje wszystko i nic... rozpacz i obojętność... Chciałabym przespać całe moje przyszłe życie...
Już drugi raz na moim blogu ta piosenka ale dopiero teraz idealnie określa całą sytuację...
"We had magic"
"We had magic"

